Narodziny...
Link 28.01.2010 :: 17:38 Komentuj (14)
Wszystko zaczęło się w nocy z soboty na niedzielę.
Jedyną oznaką zbliżającego się porodu było to, że strasznie chciało mi się siku. Ledwo się ułożyłam do spania i już musiałam znowu wstawać, poza tym nic.
Jakieś rzadsze skurcze czułam przez sen, ale one mnie nie zbudziły. Dopiero o 4:15 zaczełam patrzeć na zegarek, co ile są. I sama nie wiedziałam, co zrobić, bo były co 3-4 min. Ja byłam przekonana, że te pierwsze są co 7-8 min, potem co 5 i dopiero do szpitala, a u mnie kurcze takie częste od razu... - zbaraniałam.
Zadzwoniłam do mamy, która powiedziała abym na nic nie patrzyła tylko już jechała, więc się wykąpałam i wyruszyliśmy. Zawoził nas kolega i jak na złość mieliśmy cały czas czerwone na krzyżówkach, ale że była to 6 nad ranem w niedziele i ruch niewielki, to kilka czerwonych kolega pominął ;) Ja byłam przekonana, że za chwilę urodzę w tym samochodzie, zwijałam się z bólu. Jedną ręką ściskałam Mariusza, a drugą leżące z boku kijki od nart.
Chciałam się, jak najprędzej znaleźć w szpitalu, aby mi powiedzieli, jakie jest rozwarcie i ile jeszcze będzie boleć. Lekarz stwierdził, że duże i krótko. Zdaje się, że było już pełne tylko mały był jeszcze za wysoko i musiałam poleżeć kilkanaście minut, aby się obniżył i na fotel.
Mariusz cały czas powtarzał, abym oddychała - tylko, kiedy boli, to oddychanie wcale nie jest takie proste, naturalnie ma się ochotę spiąć.
Parcie w porównaniu ze skurczami już nic nie boli, jakieś 20 min i Adaś był po drugiej stronie :) Pęcherz płodowy miałam przebijany już na fotelu i w ogóle położna pytała, czemu przyjechaliśmy tak na ostatnią chwilę!? Heh... a pomyśleć, że pierwotnie mieliśmy jechać autobusem :D Chyba miałabym poród w komunikacji miejskiej!
Rodzenie łożyska już nic nie bolało, jeszcze tylko trochę czułam zszywanie, w zasadzie to czuję je wciąż i dopiero teraz chodzę, jak pingwin.
Wszystko trwało ok 3 godz. Na karcie mam wypisane, że pierwsza faza trwała 4 godz. a druga 15 min. ale zapewne doliczyli do tego te skurcze, które czułam przez sen.
Adaś urodził się o 7:10, ważył 3320g i mierzył 56 cm długości - w niedzielę i wszyscy twierdzą, że będzie małym leniuszkiem.
Miałam wymarzony poród, który mnie nie zmęczył, przebiegł szybko, chociaż bolało - nie powiem. Wszyscy żartują, że idealnie przeszłam ciąże i tak samo idealny miałam poród, więc jestem wprost stworzona do rodzenia dzieci ;)
Heh... nawet jeśli, to na kolejne trochę sobie poczekamy.
Cieszę się, że już po.
Mariusz był przy mnie od początku do końca :) Trochę nas zaskoczyła ta szybka akcja i nawet nie miał czasu się zastanawiać. Stał z tyłu, więc nic strasznego nie widział - dobrze było go mieć przy sobie mimo, że praktycznie nie zwracałam na niego uwagi ;) tylko ściskałam dłoń.
Synuś wiedział kiedy wyjść, bo tata miał już w niedzielę wracać do Warszawy!
O tym, jak jest teraz napiszę kiedy indziej, bo egzaminy na dniach :)
Mały uparciuch!
Link 10.01.2010 :: 21:35 Komentuj (14)
Naszemu małemu uparciuchowi, ani się śni wyjść na to zimno!
Za dwa dni termin porodu, a ja będąc dziś na KTG miałam tylko dwa małe skurcze przez 40 min. Chyba mu aż za dobrze u mamy ;)
Teraz mnie lekarze straszą, że pewnie urodzę w 41 tc. Mogliby się zdecydować, a mały skubaniec chcieć w końcu wyjść!
Najgorsze, że Mariusz nie ma w Polsacie płatnego urlopu i gdyby bardzo chciał być przy porodzie, a dzidziuś nie chcieć wyjść, to będzie miał strasznie mało godzin przepracowanych i dupa zbita! :(
A tego naszego urwisa nie da się przewidzieć!
Teraz mam zamiar go wychodzić. Koniec z leżeniem! ;)
Cały czas czuję się dobrze. Mariusz się śmieje pytając, czy znam jakieś inne słowo? ;)
Napisałam wszystko, co miałam napisać na uczelnie. Ale przez ostatnie trzy dni już nie mogłam się patrzeć na Worda. Aż mi wczoraj łzy poleciały, gdy mózg odmawiał współpracy, a ja musiałam jeszcze coś dokończyć.
Na razie przerwa, aczkolwiek może jeszcze w tym tyg. jakiś egzamin popchnę? ;) We will see.